Idzie nowe

Niespełna miesiąc. Dokładnie tyle pozostało do inauguracyjnego wyścigu sezonu 2019/2020 w Sölden. Sezonu innego niż wszystkie. Chyba nigdy w historii narciarstwa alpejskiego, zmiana pokoleń zawodników nie była tak widoczna, jak obecnie. Dołączając do pokaźnej listy osób odkładających narty z grupy „FIS World Cup” po zeszłorocznym sezonie, tuzowie tego sportu: Aksel Lund Svindal czy Lindsey Vonn zakończyli swoje błyskotliwe kariery zaraz po mistrzostwach świata w Åre. Już wtedy zaczęło zanosić się na to, że szeregi emerytów narciarstwa alpejskiego zasili jeszcze jeden zawodnik. I tak oto, 4 września 2019 roku swoją imponującą karierę zakończył panujący niepodzielnie na stokach Marcel Hirsher, zamykając tym samym swojego rodzaju epokę w narciarstwie alpejskim. Pomimo, iż media wydarzenie to nazwały zaskoczeniem, śledzący ten sport i oglądający np. świetną serię „In Search of Speed” Red Bulla na YT, mogli się tego spodziewać.

Powszechnie znane są osiągnięcia, ilości wygranych, czy kosmiczne statystyki, które wyniki Hirshera niewątpliwie systematycznie podbijały. Ten młody Austriak wniósł do tego sportu jednak znacznie więcej.

Po pierwsze - zupełnie nowy poziom pod względem przygotowania fizycznego i podejście do sprzętu rodem z F1. Marcel Hirsher wraz z Mikaelą Shiffrin są dla stajni Atomica tym, czym Michael Schumacher był dla Ferrari. Pomijający skojarzenia kolorystyczne warto zauważyć, iż detalistyczne podejście pod względem przygotowania i doboru sprzętu, niezliczona ilość testów, eksperymentów z ustawieniami i zmian w konstrukcji spowodowały, że Marcel Hirsher wprowadził czerwone narty na piedestał Alpejskiego Pucharu Świata. Miejsce to przed „Epoką Hirshera” okupowały białe narty z czarnymi napisami, zwłaszcza po niefortunnej zmianie przepisów zwiększającej promienie skrętu.

Porównując narty Atomica o konstrukcji Cap do obecnie stosowanego rozwiązania Sandwich czuć potężną ewolucję jaka dokonała się w trakcie ośmioletniej kadencji Marcela Hirshera. Narty o konstrukcji Cap są swoją droga bardzo dobre, lecz wyjątkowo specyficzne i „uparte” w inicjacji skrętu, za to świetnie oddające energię na wyjściu, te o konstrukcji Sandwich zaś są jeszcze szybsze, ułożone i przewidywalne. To narty o dużo lepszej stabilności i łatwej inicjacji skrętu. Podobne rozważania można wysnuć analizując zmiany reszty osprzętu, w tym buty, o których niebawem ukaże się osobny artykuł.

Co do przygotowania kondycyjnego, Hirsher był chyba jednym z pierwszych zawodników, którzy zaczęli ćwiczyć w niemal „crossfitowy” sposób przede wszystkim poza siłownią. Tak naprawdę prawdziwa jego dominacja zaczęła się w 2015 r., gdy po przygotowaniach w sezonie letnim, cięższy o 5kg Marcel na prototypowych wtedy jeszcze konstrukcjach Atomica typu Sandwich zdominował konkurencje techniczne, często wygrywając z ponad 2 sekundowymi przewagami czasowymi. I tutaj zaznacza się kolejny trend warty odnotowania, a mianowicie przejście na bardziej „siłowy” styl jazdy współczesnego narciarstwa, zamiast finezyjnego i „zwinnego” wycinania skrętów. Ma to swoje proste uzasadnienie. O ile braki w skoczności narciarza można skompensować w sprzęcie poprzez zmianę charakterystyki oddawania naprężeń narty, o tyle samej siły potrzebnej do zmiany kierunku ze strony zawodnika narta już nie wygeneruje. Wykonanie sekwencji „wymuszonego” skrętu podczas zawodów, a zwłaszcza jego inicjacji w jak najkrótszym czasie i odpowiednim momencie, okraszone odpowiednim „położeniem” narty jest kluczem do sukcesu wymagającym ogromnej siły. I tutaj pojawia się czynnik, który tak naprawdę wpłynął na zakończenie kariery Marcela Hirshera. On sam przyznał, że jest zmęczony. Utrzymywanie tak wysokiej formy i kondycji, przez tak długi czas jest nie lada wyczynem. Dodając do tego fakt, że bycie zawodowym sportowcem to życie na walizkach przez 300 dni w roku, nie dziwi zakończenia kariery w momencie, w którym osiągnęło się szczyt swoich możliwości. Ostatecznie bez znaczenia jest ile się wygrało, lecz w jakim stylu dany zawodnik zakończył swą karierę. Marcel chyba nie mógł wybrać lepszego momentu.

Nadchodzący sezon 2019/2020, będzie swego rodzaju nowym rozdaniem w świecie Alpejskiego Pucharu Świata. Świat wstrzymuje oddech w oczekiwaniu na nowe talenty zdolne zagrozić obecnym potencjalnym pretendentom do tytułu mistrza świata. Co do Marcela Hirshera - czy jest najlepszym zawodnikiem w historii tego sportu? Oczywiście, że tak. Czy wygrałby jeszcze kilka wyścigów? Z pewnością. Czy obroniłby kryształową kulę? Moim zdaniem już nie. Choć to pytania dyskusyjne , na które często nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Co dodaje całej historii Hirshera odrobiny legendarności.

Udostępnij ten wpis

Komentarze (0)

Brak komentarzy w tym momencie.

Nowy komentarz